Wystarczyło kilka lat rewolucji
technologicznej – internet, smartfony, tablety aby stać się dostępnym non-stop.
Amerykańskie Centrum Zwalczania i
Zapobiegania Chorobom (CDC) zbadało współczesny rzeczywisty wymiar godzin pracy. Okazuje
się, że Amerykanie pracują o 5 tygodni więcej niż 50 lat temu. Szczególnie zaskakujący jest
fakt, iż jest to liczba „dobrowolnie” nazbieranych nadgodzin: zabieranie pracy
do domu, na weekendy, na wakacje.. itd. A konsekwencją tak obciążonego pracą
trybu życia jest pogorszenie jakości snu, czy relacji rodzinnych i koleżeńskich.
Mimo walki pokoleń naszych dziadków i
rodziców o wolne soboty i 8 godzinny tryb pracy, również Polacy stają się
niewolnikami rewolucji informatyczno-technologicznej. Chociażby telefon
służbowy jest podstępnym narzędziem dostępu do pracownika 24h na dobę. A
spójrzmy na szaleństwo mailowe i sprawdzanie poczty zaraz po przebudzeniu, tuż
przed snem czy non-stop bycie on-line chociażby za sprawą smartfonów. To może
rodzić frustrację, niemożność oderwania się od pracy, ciągłe pouczcie
konieczności pracowania. Nic dziwnego,
że skutki są widoczne przede wszystkim w stanie zdrowia. Współczesny
pracownika, praktycznie w każdym rozwiniętym kraju jest o 70% bardziej
obciążony ryzykiem zawału serca, czy udaru niż to miało miejsce pół wieku temu.
Spójrzmy na inną postawę wobec
współczesnego stylu pracy i sytuacji ekonomicznej. Chyba najwyższy wskaźnik
bezrobocia notuje się w Hiszpanii, gdzie 60% młodych jest bez zatrudnienia.
Jednak ten wskaźnik osiągnięty został częściowo przez młodych ludzi, świadomie nie podejmujący żadnej pracy ani nauki. Zjawisko społeczne nazywa się „Ni-ni” (ni trabajo-ni estudio) jako postawa przeciw obecnemu systemowi polityki społecznej i ekonomicznej. Nie chcą wpaść w wir korporacji aby przez 30 lat spłacać kredyt, nie chcą być narzędziem na linii produkcyjnej i ofiarą cięcia kosztów, aby zarząd firmy maksymalizował zysk. Poza tym skutki globalizacji, a w tym między innymi powiększające się różnice między bogatymi a biednymi nie poprawiają sytuacji pojedynczego pracownika. Okazuje się, że 85 najbogatszych mieszkańców z całego świata zgromadziło majątek równy 3,5 miliarda mieszkańców Ziemi żyjących w biedzie. Taka zależność jest widoczna w każdym z rozwiniętych państw. Bardzo niewielka grupa ludzi gromadzi ogromne majątki. A coraz więcej osób musi pracować aby regulować bieżące zobowiązania: spłacać kredyty, płacić rachunki. Nie ma mowy o wypracowaniu oszczędności i inwestycji w przyszłość.
Aż strach pomyśleć, jeśli postawa młodych Hiszpanów przypadnie do gustu innym narodowościom…
Jednak ten wskaźnik osiągnięty został częściowo przez młodych ludzi, świadomie nie podejmujący żadnej pracy ani nauki. Zjawisko społeczne nazywa się „Ni-ni” (ni trabajo-ni estudio) jako postawa przeciw obecnemu systemowi polityki społecznej i ekonomicznej. Nie chcą wpaść w wir korporacji aby przez 30 lat spłacać kredyt, nie chcą być narzędziem na linii produkcyjnej i ofiarą cięcia kosztów, aby zarząd firmy maksymalizował zysk. Poza tym skutki globalizacji, a w tym między innymi powiększające się różnice między bogatymi a biednymi nie poprawiają sytuacji pojedynczego pracownika. Okazuje się, że 85 najbogatszych mieszkańców z całego świata zgromadziło majątek równy 3,5 miliarda mieszkańców Ziemi żyjących w biedzie. Taka zależność jest widoczna w każdym z rozwiniętych państw. Bardzo niewielka grupa ludzi gromadzi ogromne majątki. A coraz więcej osób musi pracować aby regulować bieżące zobowiązania: spłacać kredyty, płacić rachunki. Nie ma mowy o wypracowaniu oszczędności i inwestycji w przyszłość.
Aż strach pomyśleć, jeśli postawa młodych Hiszpanów przypadnie do gustu innym narodowościom…
Ni trabajo, ni estudio y despues?
OdpowiedzUsuńy despues hijos - tres ;)
OdpowiedzUsuń